9/28/2011

Pętam się, kluczę, nie zacieram śladów

W jakimś wywiadzie (wiem, zabrzmiało to, jak gdybym udzielała co najmniej pięciu dziennie) powiedziałam, że ubrań nie traktuję jako manifestu poglądów czy sposobu na wyrażanie własnej osobowości. Pewnie dlatego nigdy nie należałam do żadnej subkultury, bo definiowanie siebie poprzez czarną koszulkę czy zielone spodnie od zawsze wydawało mi się bez sensu. Nie widzę także potrzeby interpretowania mody. Kiedy czytam, że namalowane na sukience kajdanki ktoś tłumaczy jako 'metaforę fashion victim', 'ciemne kolory są ekwiwalentem upadku człowieczeństwa', a proste fasony zostały wykorzystane jako 'hołd niewolnictwu', to zastanawiam się, czy świat dąży ku temu, że niedługo naszym jedynym obowiązkiem będzie obcinanie paznokci u nóg...

Tak więc, jeśli za chwilę zakwalifikujecie mój ubiór do klasy 'pensjonarski szyk' lub 'miejski gotyk', miejcie na uwadze, że ostatnią rzeczą o jakiej myślałam ubierając się rano, było to, czy mój strój i ja dopełniamy się, czy istnieje korelacja pomiędzy moim cyklem miesiączkowym a kolorem bluzki oraz czy rozbieżność pomiędzy dzisiejszym humorem a barwami odzienia wpływa znacząco na mój stan psychiczny.

A co Wy myślicie na ten temat? Czy ubrania w jakiś sposób definiują Waszą osobowość?


fot. Paweł
shirt: romwe, shorts: stradivarius

*Tytuł to fragment wiersza M. Świetlickiego

31 komentarze:

  1. Osobowosc na pewno nie. Predzej humor konkretnego dnia :)))
    Boska bluzka L:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja myślę, że jednak ubranie w jakiś sposób świadczy o człowieku i niektórzy wyrażają osobowość poprzez strój... Poruszyłaś bardzo ciekawy temat. Podam głupi, ale klasyczny przykład. Nie chodzi mi jednak tutaj o generalizowanie. Zazwyczaj różowe blondynki, bądź dziouchy odziane w spódniczki mini odsłaniające majtki są puste i wyzywające. Kolejny przykład - wiemy, że w świecie polskich szaf znajduje się blogerka, która totalnie nie ma gustu i pozostałe blogerki nie wyszłyby tak z domu. Innym przykładem może być jedna z pierwszych blogerek, o ile nie pierwsza, której styl na tle innych jest - nazwijmy to - niePOLSKI. Potrzeba odwagi, by tak się ubierać... Większość blogerek jest nijaka, wygląda tak samo, nie wyróżnia się w żaden sposób. To też o czymś świadczy. Strój dnia zależy od nastroju i okazji/sytuacji... Czy zawsze mamy ochotę biegać w spódniczkach lub na obcasach? Czy na każdą okazję zakładamy spodnie? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. świetne zdjecia. zestaw zwykły, ale nie nudny, z charakterem ;) bardzo mi się podoba!
    pozdrawiam serdecznie!

    http://aaarabesque.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny tekst.
    Po moich ubraniach widać dość często, że jestem chłopczycą, albo że jestem niedbała w temacie wyglądu;).

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno kiedyś ubrania w jakiś sposób mnie definiowały. Należałam do subkultur, itd. Teraz? Hm...biorąc pod uwagę powiedzmy ten 'pensjonarski szyk' i porównując go z moim charakterem i ilością przekleństw jakie potrafię umieścić w jednym zdaniu stwierdzam, że to definiowanie trochę się ze mną rozmyło. Najważniejsze żebym się dobrze czuła w towarzystwie danego ciucha, by było trochę na opak z tym jaka jestem...jednak z drugiej strony ciągle nawiązuje do tego jednego stylu, którego się trzymam i który bardzo lubię chyba właśnie dlatego, że jest on bardzo przekorny:)Kurde długo można by na ten temat rozprawiać.

    Co do treści zdjęć to powalasz. Ja się ślinię, Paweł się ślini, wszyscy się ślinią;) Ja jeszcze dodatkowo pękam z zazdrości - też chcę choć w połowie tak pięknie wyglądać jak Ty!:3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mysle, ze ubrania definiuja moj nastroj i to jak sie w danym dniu czuje, a nie to do jakiej grupy spolecznej naleze.. Bardzo fajny tekst!:)
    i zestaw oczywiscie:D jak dla mnie, dzisiaj pasuje idealnie:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. tak, ja tymczasem należę do subkultury matek, które z rana chodzą w dresach, popołudniu już bardziej ciekawie, a na wieczór pełen rozkwit:)))a Twoje zdjęcia i tekst jak zawsze są ucztą dla mych oczu...

    OdpowiedzUsuń
  8. Oczywiście, że obrania definiują osobowość, tak jak definiuje ją każdy świadomy wybór.
    A to, że kolor Twojej bluzki nie ma związku z Twoim stanem psychicznym to bzdura :>

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudownie wyglądasz, bardzo kobieco. Zestaw jest świetny. POZDRAWIAM i witam w obserwowanych :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja zawsze miałam ogromny problem z określeniem (a raczej dopasowaniem) się do jakiejkolwiek subkultury przez właśnie ubranie - swego czasu ubierałam się tylko na czarno, następnie zakładałam praktycznie tylko maxi kolorowe sukienki, obecnie co miesiąc zmieniam kolor włosów a mój styl nie ma ograniczeń - ciągle się zmienia - po prostu zależy od mojego humoru danego dnia. Jasno są rzeczy których nie założę ani dzisiaj ani pewnie za naście lat - chociaż gdy przypomnę sobie, że 7 lat temu strasznie się zarzekałam, że nie załżę butów na obcasie - to dzisiaj wydaje mi się to śmieszne, bowiem sporadycznie je noszę. Hmm słucham od praktycznie urodzenia klasycznego rocka i zawsze coś w moim stylu miało "pazurek" nie żebym wyglądała jak członek grupy Ramones ;) jednak "coś" zawsze w tym stylu było. Zauważyłam jednak, że moja szafa ma w sobie jedno - kolory czarne, siwe, grafitowe - żadnych pstrokatych, żadnych t-shirtów z obrazkami nic... Chwilami wydaje mi się to dziwne, jedyne moje wariactwo obecnie to koszule w kratę w przeróżnych kolorach...

    :)

    Pozdrawiam Eija-Riitta

    OdpowiedzUsuń
  11. Na pewno definiują. Też muszę czuć tę wewnętrzną więź danego elementu ubioru z moim wewnętrznym 'ja' albo cyklem miesiączkowym. Nie popadajmy jednak w skrajności. Zawsze znajdzie się jakiś jełop, co się bedzie czepiał guzika, ale bądź co bądź, styl (w moim mniemaniu bardzo osobistym) to odzwierciedlenie tego, jakim człowiekiem jesteś. A Ty na pewno nie jesteś na tych zdjęciach pensonarjuszką. Ach te stereotypy...

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziś po raz pierwszy od niepamiętnego już czwartku (kiedy wstaję o 4.20) nie ubrałam się po ciemku - to wyczyn, więc sama rozumiesz - nie wyrażam strojem absolutnie niczego:) Mam czasem wrażenie, że to dorabianie ideologii do ubioru (głównie przez osoby zawodowo piszące o modzie:))to wyraz niczego więcej jak tylko kompleksów i obaw o to, że zajmuje się czymś strasznie płytkim. Tymczasem dorabianie tych filozofii to nic więcej jak największy przejaw tej płytkości - budzący tylko śmiech. Niech ludzie w końcu sobie to darują! A ostatnio namnożyło się tych różnych, różnistych określeń na styl taki czy owaki, tak dużo tego - niemal jak gatunków muzycznych w XXI wieku, które trudno odróżnić i zdefiniować , ale mają mnóstwo nazw i ludzie szpanują ich znajomością (w XX słuchało się zespołów) - że można kręćka dostać. Dlatego też w pełni zgadzam się z twoją opinią:)) A, i czad bluzka

    OdpowiedzUsuń
  13. Drugie zdjęcie jest rewelacyjne :)

    OdpowiedzUsuń
  14. @Anonimowy - dzięki za ciekawy komentarz
    @kayaretro - 'subkultura matek' - genialny zwrot!
    @adchen - świetnie to ujęłaś

    OdpowiedzUsuń
  15. A czy kiedy jesteś modny, to jesteś indywidualistą czy właśnie odwrotnie? Za bardzo teraz ludzie chcą wyrazić się przez ciuchy i zastanawiam się, czy laski w bojówkach z haftem i polarze nie są bardziej autentyczne a na pewno indywidualne ;) niż trendsetterki:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak dla mnie ubrania są dopełnieniem tego kim jesteśmy lub kim się w danym momencie czujemy jednakże nie można też brać tego jakoś bardzo poważnie i na serio, to ze jednego dnia ubiorę glany czarny t-shirt i czarne rurki + super ciemny makijaż nie znaczy że oddałam swoja duszę panu ciemności....

    OdpowiedzUsuń
  17. humor faktycznie mój strój czasem odzwierciedla. a poza tym, wspaniały outfit i fajne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  18. Coś w tym kurna jest.. jak ubiorę dziurawe dżinsy i trampki to czuję, że to jestem ja, jak ubiorę szpilki i eleganckie spodnie, to jak jakiś przebieraniec wyglądam.
    Nawiasem mówiąc już wiem czemu dwa dni temu kupiłam czerwony kubraczopłaszczyk, determinuje mnie/mną menstruacja :D
    Czemu ja tak lubiem ten blog, jasna cholera?

    OdpowiedzUsuń
  19. Czym innym jest nadinterpretowanie mody i "dorabianie" do niej abstrakcyjnych idei a czym innym dopasowywanie jej do wlasnej osobowosci. A ty wydajesz sié zamykac obie sprawy w jednej szufladzie.
    Zgadzam sié z Riennaherá- ubrania definiujá nas (czy tego chcemy czy nie).

    OdpowiedzUsuń
  20. no ba, po takim wejsciu to wstydzior myslec inaczej;)
    oczywiscie ze nalezy obcinac paznokcie bo moga zaczac wrastac i w ogole sie w bucie nie pomiescic. noi ktoz to by chcial takie niewygody nosic???

    OdpowiedzUsuń
  21. Gdzieś przeczytałam o Twoim blogu {a wcześniej nie miałam o nim pojęcia} i szczerze mówiąc, nie doceniałam go. Teraz jednak, kiedy mam wolną chwilkę i przeczytałam notkę w całości, stwierdzam jeden fakt: głupotą było niedocenianie Cię ^^
    rewelacyjnie ujęłaś wszystko w tej notce! Dziewczyno, zacznij pisać felietony! :)

    pozdrawiam!
    Żelikowska

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja myslalam, kiedys, dawno temu, ze ubranie swiadczy o czlowieku, teraz wiem ze bylam w bledzie. Np. Jesli mam porwane spodnie to znaczy ze jestem flejtuchem i niedbalcem? Jesli mam tatuu to znaczy ze siedzialam w wiezieniu? No dobra to sa jakies stereotypy, ale niestety poprzez nasz wyglad,ludzie nas oceniaja i nie zawsze slusznie...

    OdpowiedzUsuń
  23. You look so glamorous for your perfect choices for the colors and the attire ,cute romwe shirt to show you off,it really suits your characters
    romwe streetfashion omline

    OdpowiedzUsuń
  24. Świetną notkę napisałaś. Osobiście nie utożsamiam się całkowicie z żadną subkulturą, choć kiedyś miałam okres ubierania tylko na czarno, same ćwieki itd. Uważam jednak, że strój na pewno odzwierciedla nasz charakter i osobowość. Bo nawet jeśli się zupełnie nad tym nie zastanawiasz podczas ubierania, to jest coś w tobie, co każde ci założyć tą a nie inną bluzkę, takie a nie inne dodatki itd. Kolejna rzecz, na pewno strój odzwierciedla nastrój i obecne fascynacje, które mogą niedługo zniknąć. Zauważyłam także, że są stroje, w których fatalnie czułabym się na co dzień, ale gdy idę gdzieś z okazji, do której pasują, nagle zaczynam czuć się w tych ciuchach dobrze. Albo inny przykład, byłam gdzieś w jakimś zestawie i czułam się bardzo dobrze. Np. miesiąc później bardzo się gdzieś śpieszę, sięgam po ten sprawdzony wcześniej strój, wychodzę... i nagle okazuje się, że czuję się w nim fatalnie! Wniosek z tego taki, że ubrania i nasze wnętrza są od siebie bardziej zależne niż mogłoby się wydawać. Na koniec odniosę się do komentarza Krywulki... no właśnie czemu tak ocenia się ludzi po pozorach, szufladkuje się ich? Przykładowo od paru osób słyszałam, że mam wyjąć kolczyk z nosa bo takie noszą tylko puste i głupie osoby (kpina!) albo niedawno otrzymałam anonimowy komentarz, jakim cudem przyjęto mnie na nauczycielkę skoro mam takie kółko w nosie!? Załamuje/śmieszy mnie takie myślenie!

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo mi się podoba połączenie tak delikatnej koszuli jeszcze z tym uroczym prostym żabotem, z tymi jeansowymi shortami. Zestaw trafia w mój gust.
    Rozpoczynam obserwację ((;

    OdpowiedzUsuń